Żołnierz Wyklęty z Krosinka

Głaz z tablicą pamiątkową upamiętniającą znajduje się w Krosinku przy ul. Stęszewskiej naprzeciwko domu rodzinnego płk. Stanisława Kasznicy. Głaz pamiątkowy ufundowała Dyrekcja WPN. Został odsłonięty 10 listopada 2015 r.


Dziś w południe w Krosinku władze gminy, delegacje reprezentujące wojsko, jednostki organizacyjne oraz mieszkańcy oddali hołd płk. Stanisławowi Kasznicy, ostatniemu komendantowi NZS, który jest również laureatem Medalu Rzeczypospolitej Mosińskiej.
Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” – polskie święto państwowe obchodzone corocznie 1 marca, jest poświęcone pamięci żołnierzy antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia.  Zostało ustanowione w 2011 r.


Profesor Stanisław Kasznica (spoczywa z żoną Eleonorą na mosińskim cmentarzu) miał pięcioro dzieci.
Stanisław – w czasie kampanii wrześniowej 1939 walczył w bitwie nad Bzurą, za swe czyny został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. W 1948 r. został zamordowany przez UB w więzieniu mokotowskim.
Jan  zginął we wrześniu 1939 roku.
Andrzej walczył w Powstaniu Warszawskim w zgrupowaniu „Baszta” na Mokotowie, a po wojnie był zakonnikiem u dominikanów – brat Krzysztof. Był ranny w kręgosłup i z tego powodu dość szybko zmarł.
Wojciech również walczył w powstaniu na Starym Mieście. Szedł 9 godzin kanałami do Śródmieścia i szczęśliwie udało mu się z nich wydostać. Po kapitulacji dostał się do obozu jenieckiego w Niemczech, ale po wojnie nie mógł wrócić do Polski. Najpierw dostał się do 1. Dywizji Pancernej generała Maczka. A potem wyjechał z Francji do Ameryki, gdzie zmarł w Newark.
Eleonora – walczyła w Powstaniu Warszawskim.


Fragment wywiadu z młodszą siostrą Stanisława Kasznicy, Eleonorą.

Po wojnie Pani brat pełnił funkcję komendanta Narodowych Sił Zbrojnych, współpracował z organizacją antysowiecką NIE, kierował wywiadem Organizacji Polskiej. Organizował konspiracyjną Armię Polską na zachodzie kraju oraz organizacje konspiracyjne dla młodzieży i akademików.

– Podlegał mu wielki obszar, wielu ludzi. On wiedział, że w końcu zostanie ujęty, miał taką świadomość. Ojciec nad tym bolał, ale też rozumiał, że jako dowódca nie może uciec i zostawić żołnierzy. Brat rozumiał te obawy. Wielokrotnie rozmawiali na ten temat.

Czy utkwiły Pani w pamięci jakieś rozmowy czy spotkania z tego okresu? Dochodziły do Państwa informacje ze śledztwa?

– Ja go wtedy widziałam. Razem z mamą, a jego ciotką oraz żoną Reginą byłyśmy w Warszawie na widzeniu. Córki Zosi, która miała kilka lat, nie dopuścili. Brat miał pokiereszowaną twarz i nie tylko. Widoczne były liczne blizny. Był bardzo wyniszczony. Jak wiadomo, poddawano go torturom. Do tego nabawił się wówczas gruźlicy, ponieważ zimą był przetrzymywany w piwnicy z wodą. Tam przez cały czas stał lub siedział w zimnej wodzie.

Co mówił?

– Spokojnym głosem opowiadał nam o tym wszystkim, a więc o torturach. W końcu same widziałyśmy te blizny. Jeszcze miał nadzieję, że go wypuszczą, ale była to nadzieja ludzi, którzy nie tracą nadziei.

Brat został przez władze Polski Ludowej potraktowany wraz z innymi oskarżonymi jako jej bezwzględny wróg. Narodowiec, twórca antykomunistycznych trójek, które wykonywały wyroki śmierci na członkach PPR, konfidentach i ubowcach.

– Dlatego nie mieli dla niego żadnej litości. Strasznie go torturowali.

Jak relacjonowała ten proces ówczesna prasa? Był to proces pokazowy w wojskowym sądzie rejonowym. Niemal idealnie wpisujący się w propagandowe zapotrzebowanie komunistów na narodowców – antykomunistów.

– Ojciec śledził to, co na ten temat pisano. Wszystko było obrzydliwe, pełne kłamstwa. Cały proces był reżyserowany z Moskwy. Po jego zakończeniu nasz ojciec zabiegał za pośrednictwem księcia Adama kardynała Sapiehy, by wyrok śmierci zamieniono na karę więzienia. Wówczas byłyby jakiekolwiek szanse wydostania go z więzienia. Pojechał  do Krakowa. Z tego, co wiem, to kardynał za pośrednictwem swoich kanałów uzyskał informację, że zamiana wyroku nie jest możliwa m.in. ze względu na to, że nad wszystkim czuwa Moskwa i nie dopuści do jakiejkolwiek ulgi. Ojciec był bardzo zmartwiony.

Była Pani obecna na procesie?

– Przyjechałam na ostatnią rozprawę. Prokurator był bardzo słaby i słabo mówił po polsku, z rosyjskim akcentem. Obrona była również fasadowa. Bratowa była obecna na wszystkich rozprawach. Została poddana  szykanom ekonomicznym. Musiała wraz z córką wyjechać na Dolny Śląsk do Oleśnicy. Tam dostała bardzo nisko płatną pracę i zarówno ona, jak i jej matka oraz pewna przyjaciółka – bardzo zacna osoba – tworzyły taką grupę wsparcia. Rena się nie załamała, choć jej sytuacja była trudna, bo nasz ojciec jej nie akceptował. To taka skomplikowana sytuacja rodzinna. Po studiach pojechałam do Oleśnicy i nawiązałam z nią miły kontakt. Rena ucieszyła się z mojej wizyty. Potem Zosię, a więc córkę Stacha, brałam do siebie na wakacje. Niestety, ze względu na to, że jej ojciec był dla niej raz „wujkiem”, a raz „panem” nie miała z nim uczuciowego kontaktu. Przemawiały za tym względy bezpieczeństwa. Staś chciał ich chronić, chodziło też o to, by Zosia się przed kimś nie wygadała, kim jest jej ojciec. Co ciekawe, potem również skończyła prawo w Poznaniu, gdzie pracowała w jednym z przedsiębiorstw.

W jaki sposób dowiedzieli się Państwo, że kara śmierci została wykonana?

– To była chyba poczta pantoflowa. Ktoś nam tę informację przekazał. Nie przyszło do nas żadne oficjalne pismo. Jeden z kolegów brata, który był wtedy w szpitalu w więzieniu mokotowskim, widział przez okno, jak Staszka prowadzono przez dziedziniec pod ścianę, gdzie rozstrzeliwano skazanych. Według jego relacji, brat był prowadzony przez strażników pod ręce, ale w pewnej chwili strząsnął ich ręce i szedł raźno oficerskim krokiem, wiedząc, że idzie na egzekucję. Doszedł do ściany, odwrócił się i wtedy miał dostać strzał w głowę. Nie wiedzieliśmy również przez wiele lat, gdzie został pochowany. Po latach dowiedziałam się, że miejscem spoczynku m.in. mojego brata są zbiorowe mogiły na Powązkach. Gdy usłyszałam o przeprowadzanych tam ekshumacjach, zgłosiłam się do IPN, a dokładnie do pana prof. Szwagrzyka, który nadzoruje ekshumacje, by pobrano ode mnie DNA. Chodziło o identyfikację brata.

cały wywiad TUTAJ


Pani mówiła, że w 1947 roku pani brat Stanisław został aresztowany, tak?Niech pani troszkę opowie o tym.

–    Stach był ostatnim dowódcą Narodowych Sił Zbrojnych, jego rozkazy to nie były już do walki, tylko oni byli wywiadem, który dostarczał informacji o ruchach wojsk radzieckich, do Anglii wysyłali raporty. Stach był poszukiwany, wiedzieli o nazwisku, tam były przecieki niestety, kilka razy udawało się ochronić, zmylić ich… W końcu z żoną przeniósł się do Zakopanego pod innym nazwiskiem, ale był ktoś, kto znał ten adres, niestety ktoś z jego kolegów i doniósł. Obecnie wiem, kto to był. W lutym 1947 roku został aresztowany, straszne tortury przeszedł, ale nikogo nie wydał, nie załamał się, nie poszedł na współpracę, w związku z czym w 1948 roku w lutym odbył się sąd, który trwał jakiś czas, zresztą w gazetach to było opisywane, zupełnie fałszywe wiadomości, a na ostatnią rozprawę, gdzie został wyrok śmierci ogłoszony, byłyśmy: bratowa, moja mama i ja. Później my [i jeszcze rodzina] Leszka Nejmana jego kolegi, który też na karę śmierci [był skazany] mogliśmy się z nim spotkać na krótko. Był strasznie zmieniony, widać było, szramy, bez zębów, opowiedział nam o swoich torturach, żeby wiedzieć, ja mówiłam: „Słuchaj, ja dopadnę tego, kto cię wydał”. A on mówi: „Słuchaj, Ela, ten kto nie przeszedł tortur, to nie ma prawo osądzać, bo jedni wytrzymają, a inni nie są w stanie wytrzymać, więc nie wolno mścić ci się”. 12 maja 1948 roku wyrok został wykonany, na Mokotowie, w więzieniu. Miałam w ręku protokół z wykonania wyroku, ale nie wiadomo, gdzie ciało pochowane. Nie jesteśmy w stanie go odszukać.

Warszawa, 17 sierpnia 2005 roku
Fragment rozmowę, którą  przeprowadziła Anna Piłat. Całość dostępna TUTAJ

Ostatnie chwile życia ostatniego Komendanta Głównego Narodowych Sił Zbrojnych, opowiedział jego przyjaciel Stanisław Salski, który całą scenę obserwował przez okno więziennego szpitala:
Staszek nie dał się prowadzić. Szedł oficerskim sprężystym krokiem w stronę budy. Gdy dochodził, oprawca strzelił w tył głowy, kopniakiem wrzucił zabitego do budy. Następnie ciała w papierowych torbach chowano <<pod wiatrakami>>, […] na terenie więzienia.

Wyrok wykonał st. sierż Piotr Śmietański, który „wsławił” się mordowaniem wielu działaczy podziemia metodą „katyńską”, w tył czaszki. Ten sam Śmietański, wykonał również wyrok na Witoldzie Pileckim za co otrzymał 1000 zł. W tym samym czasie, pensja nauczyciela wynosiła 600 zł.Zwłoki Stanisława Kasznicy zostały wydobyte i zidentyfikowane w trakcie prac w Kwaterze „Ł” („Łączka”), informację o tym fakcie podano 20 lutego 2013 roku.

więcej TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.